niedziela, 21 kwietnia 2013

Krok w przód, dwa wstecz...

Gdy zaczęłam swoją przygodę z odnawianiem krzeseł, wiele osób pukało się w głowę i patrzyło z politowaniem. Ja natomiast wiedziałam że to dużo pracy - z resztą ja takiej pracy się nie boję - ja lubię coś robić, dłubać, wiercić, szlifować itp. A im bardziej to zadanie nie pasuje kobiecie tym lepiej. Taka już moja przewrotna natura. Natomiast gdy zobaczyłam na świeżo pomalowanym drewnie małe dziurki - już wiedziałam że trzeba będzie stoczyć walkę z tym małym paskudztwem - a zwie się kołatek ( !!! )

Wbrew powszechnym opiniom w starych meblach nie mieszkają korniki - one żyją tylko w żywych drzewach, usuwając korę praktycznie pozbywa się ich, takie drewno trzeba zaimpregnować i kornik już nie straszny.

W starych meblach żyją dwie małe bestie - kołatki albo spuszczele. U mnie te pierwsze. Zamówiłam na allegro spray o nazwie Vigonez. Jest to spray do zwalczania korników i jest na nim instrukcja obsługi, ale ja zastosowałam go inaczej - wg opisu z jakiegoś blogu, którego nazwy już nie pamiętam.

Walka wygląda tak - cienką końcówką wpryskuję płyn do wszystkich, nawet najmniejszych otworków, po czym zalepiam je plasteliną. Powinno się jeszcze zawinąć cały mebel w folię spożywczą ale ja ten krok ominęłam. Na szczęście minęło już wiele dni od tego zabiegu, nie pojawiły się nowe dziurki i wydawało się że problemy już za mną. Prawie...

Teraz problem numer dwa - klej... Okazało się, że po dwóch dniach od klejenia mój klej polimerowy, którym kleiłam taśmę, zrobił się z jasnego - żółty. W miejscach, gdzie był grubiej położony, przebija spod tasiemki. Z tym mam zamiar się uwinąć na dniach i po prostu te miejsca zamaluję rozcieńczoną białą farbą akrylową. Jak się nie uda - najwyżej dokupię taśmy i wymienię...No, koniec czytania, pora na zdjęcia




W międzyczasie działałam jeszcze z maszyną do szycia. Czasem przeszukuję allegro w poszukiwaniu fajnych materiałów, których czasem próżno szukać w sklepach. Szukam wśród poszewek, starych zasłon, narzut itp.
I natknęłam się na dużą poszwę o wymiarach 2x2m. Szybka decyzja i jest moja.
Z dużej poszwy robię 160 i trzy małe poszewki na poduszki. Najlepsze jest to, że materiał jest tak przyjemny w dotyku, że ma się ochotę nie wstawać z łóżka.
Gdyby ktoś miał obiekcje na punkcie używanej pościeli ('no bo to po kimś, nie wiadomo kto w niej spal') mam taki mały argument za - przecież nocując czasem w hotelach, pensjonatach też spi się w pościeli, w której ktoś wcześniej spał, prawda?




Powoli kończę, czas rozkoszować się końcówką weekendu...

Pozdrawiam zaglądających :)